flickr.com

Odwiedź moją galerię fotografii >>>> flickr.com photostream

sobota, 24 maja 2014

Czas na powrót :)

Zaniedbałem tego bloga w ciągu ostatniego roku. Zmiana kierunku studiów i różne przeboje życiowe sprawiły, że nie miałem zbyt wiele pomysłów i energii do pisania. Nie sprzyjały temu również moje warunki obserwacyjne oraz brak czasu na długie, całonocne wypady na obserwacje pod ciemne niebo. A przecież istotą tego bloga jest opis własnych obserwacji. Stąd poczułem potrzebę zmian, które pozwoliłby mi na częstsze i bardziej systematyczne podziwianie nieba. Zainteresowania zdecydowanie kręcące się w pobliżu Układu Słonecznego sprawiły, że zamierzam powrócić do dawnej pasji -- fotografii planetarnej. GSO 200/1000 już jest w drodze. Więcej szczegółów wkrótce :)

niedziela, 18 sierpnia 2013

Po co obserwujemy gromady otwarte? (14.08.2013)

Rzadko kiedy przychodzi do nas dobra pogoda z północy. Zazwyczaj zimne fronty powodują burze, opady i zachmurzenie. Jeżeli pogoda jednak umożliwia obserwacje, takie chłodne noce charakteryzują się ponadprzeciętną przejrzystością. Tak było i tym razem.

Międzygalaktyczna przejażdżka

Dwa tygodnie temu wszystkie amatorskie teleskopy zostały skierowane na galaktykę M74. Był to oczywiście pierwszy punkt moich obserwacji. Jasność supernowej osiągnęła 12.5 magnitudo, zaś w chwili moich obserwacji jej jasność zdążyła spaść do 12.6 magnitudo. Przedstawia się jako wyraźna gwiazdka widoczna na dysku galaktycznymi i jest widoczna nawet małymi teleskopami. Ponieważ dookoła występuje bogactwo gwiazd mogących posłużyć za odniesienie, można się pokusić o samodzielne wykonywanie pomiarów jasności, fotometrycznie lub wizualnie.

Krzywą jasności supernowej można śledzić na stronie AAVSO, zaś więcej na ten temat jest w artykule Sky&Telescope.

Dobra przejrzystość zawsze będzie zachętą do obserwacji galaktyk, ponieważ w przypadku tych obiektów nie można dopomóc sobie filtrami. O ile Wielka Mgławica w Andromedzie jest obiektem dobrze widocznym nawet pod miejskim niebiem, to jej towarzyszka na sferze niebieskiej - Wielka Galaktyka w Trójkącie - ze względu na swoją jasność powierzchniową rzadko ukazuje coś więcej niż szarą mgiełkę. Tej nocy struktura galaktyki była przepięknie widoczna, wraz z wyraźnymi ramionami spiralnymi oraz jasną NGC 604 – ogromnym obszarem H-Beta w tej galaktyce, jednym z największych w naszej Grupie Lokalnej, rozświetlanym przez masywne, gorące gwiazdy. Był to pierwszy raz, gdy widziałem mgławicę w galaktyce innej niż nasza.

Jak przejrzystość była w dechę, to nie było lepszego momentu na zmierzenie się z klasycznym wyzwaniem obserwacji wizualnych: Kwintetem Stefana, czyli grupką Hickson 92. Jak to zazwyczaj w astronomii bywa, z kwintetem odchodzi zwykła lipa: galaktyka NGC 7320 znajduje się kilkukrotnie bliżej niż pozostałe, co bardzo dobrze widać obserwując jej niebieskawy kolor na fotografiach. Pozostałe galaktyki kwintetu, a właściwie to kwartetu, a więc: NGC 7317, NGC 7318A + 7318B (w trakcie kolizji) oraz NGC 7319 są kosmicznymi sąsiadami oddziaływujacymi na siebie grawitacyjnie.

Więcej informacji na temat Kwintetu nietrudno znaleźć samodzielnie. Pozostaje pytanie: czy 32-centymetrowe lustro poradziło sobie z galaktyczkami o jasności niemal 14 magnitudo? Nawet jeżeli nie, to po drodze do kwintetu natrafiamy na bardzo jasną galaktykę NGC 7331 – na tyle jasną, że otrzymała numerek 30 w katalogu Caldwella. 40 milionów lat świetlnych od nas, widoczna jest jako owalna mgiełka z wyraźnie zarysowanym jądrem. Sam kwintet znajduje się mniej niż 1 stopień na południe w dość charakterystycznym gwiezdnym trapezie. Z pewnością należy powiedzieć, że nie jest to obiekt, do którego się podchodzi raz. Widziałem dosć wyraźnie dwa składniki, jednak nie jestem w stanie powiedzieć bez szkicu, które galaktyki to były. Sezon na Pegaza jeszcze przed nami, podczas przyszłego nowiu może się okazać dobrym pomysłem zabranie na obserwacje szkicownika oraz fotografii obserwowanego obiektu.


Kwintet Stefana, fot. M.Matuszak
Wspomnienie lata

Czując pierwszy chłód sierpniowych nocy, postanowiłem odnaleźć wspomnienie lata, niebieski agat przywieziony w kieszeni z nadmorskiej podróży: mgławica planetarna NGC 6905 ("Niebieski błysk") w Delfinie - diamencie nieba letniego. Jak w przypadku większości mgławic planetarnych, nie jest łatwa do odróżnienia pośród natłoku gwiazd w Drodze Mlecznej. Nazwa mgławicy zasiała we mnie ziarno nadziei, że podobnie jak w przypadku NGC 6826 w Łabędziu będzie widoczny kolor. Ostatecznie, kolory w obiektach mgławicowych to Święty Graal obserwacji wizualnych, zaś zobaczenie bladej akwamaryny jest możliwe w zaledwie kilku mgławicach planetarnych. Niestety, w „Niebieskim błysku” nic takiego nie dostrzegłem. Pomimo to, mgławica prezentuje się całkiem ładnie w polu gwiezdnym Delfina jako szara, okrągła mgiełka. Ja do tego obiektu zamierzam jeszcze wrócić i zawalczyć powiększeniem, aby wyciągnąć gwiazdkę centralną o jasności około 14 magnitudo.

W związku z mgławicą „Niebieski błysk” mam jeszcze jedną historię. Poszukując jej 14/15 sierpnia miałem pewne problemy, bowiem układ gwiazdek w pobliżu tego obiektu nie do końca był zgodny z tym, co widziałem w atlasie. Cóż przeczytałem następnego dnia w Sky at Glance portalu „Sky and Telescope”? „Nowa w Delfinie, jasność ponad 5.5mag”! Jestem pewien, że widziałem ją kilkukrotnie przez szukacz, próbując dotrzeć do mgławicy. W chwili pisania tego artykułu jasność nowej nadal rośnie, i obecnie wynosi prawie 5 magnitudo.

Link do artykułu: Sky&Telescope
Krzywa jasności AAVSO

Po co obserwujemy gromady otwarte?

W ostatnim czasie pokochałem chyba najbardziej zaniedbaną przez miłośników astronomii kategorię obiektów w naszej Galaktyce: gromady otwarte gwiazd. Są to obiekty jasne, rozległe i łatwe do odnalezienia. Stanowią doskonały temat do przebadania lornetką pod koniec lipca, kiedy noce są jeszcze gorące i nie wyganiają chłodem z koca lub leżaka. Szerokie pole lornetki, przestrzenny obraz i kilka sąsiadujaćych gromad na rozgwieżdżonym tle – takich widoków nie pokaże nam żaden teleskop.

Największa koncentracja gromad otwartych znajduje się w płaszczyźnie Drogi Mlecznej, jednak ciężko się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że królową tych obiektów jest Kasjopeja. W samej Kasjopei oraz w regionach przyległych (Perseusz, Cefeusz, Jaszczurka) znajduje się kilkadziesiąt gromad, od obiektów widocznych gołym okiem (Ha&Chi Persei, Mel 20 otaczająca gwiazdę Mirfak), jasnych obiektów lornetkowych (M34, Stock2, M103 + okolice, M52, M39 w Łabędziu), aż po obiekty trudne (FROLOV-1, HARVARD-21).

Po co obserwować gromady otwarte dużymi lustrami? Najlepiej jest się przekonać o tym osobiście, kierując swój teleskop na gromadę M103 w Kasjopei, znajdującą się tuż przy δ Cas. To gromadka zawierająca około 25 gwiazd, oddalona o 8500 lat świetlnych od Ziemii - jedna z najodleglejszych gromad otwartych w katalogu Messiera. Jest także ostatnim obiektem dodanym osobiście przez Messiera do jego katalogu. Piękno tej gromady opiera się o trzy jej najjaśniejsze gwiazdy dziesiątej jasności: dwie niebieskawe - giganty typu widmowego B oraz trzecią - czerwonego giganta typu M. Ta szkatułka kolorowych gwiazdek przepięknie prezentuje się w szerokokątnym okularze.

Gromada M103 posiada bogate towarzystwo. Nieopodal mamy kilka gromad: NGC 663 (która otrzymała również oznaczenie Caldwell 10), NGC 654 oraz NGC 659. W niewielkich teleskopach (np. 150/750, 200/1000) w długoogniskowym okularze wszystkie te gromadki (łącznie z M103) można zmieścić naraz w polu widzenia! Podziwiając ten widok miejmy świadomość, że wszystkie te gromady – mimo, iż nie są powiązane ze sobą grawitacyjnie – sąsiadują ze sobą i miały wspólny początek około 20-25 milionów lat temu.

Inną mało znaną gromadą, której dość regularnie przyglądam się tego lata jest gromada NGC 6910 w Łabędziu. Bliskość serca Łabędzia – Sadra – ułatwia odnalezienie tego niewielkiego obiektu. Jest to jednak sąsiedztwo pozorne, ponieważ gromada znajduje się około 4 tysiące lat świetlnych od nas – dwukrotnie dalej niż Sadr. Podobnie jak w przypadku pobliskiej M29, duża ilość materii międzygwiezdnej w Łabędziu utrudnia dokładne ustalenie tej odległości. NGC 6910 to gromada młoda i nadal bardzo zbita, czym ściąga duże zainteresowanie naukowców. My, amatorzy, ochrzciliśmy ją nazwą „Gromada Konik na Biegunach”. O ile ciężko zrozumieć, gdzie dostrzeżono tam bieguny, to kształt pozostałej części gromady dosyć dobrze zgadza się (jak na standardy astronomiczne) ze społecznie przyjętym wizerunkiem konia, który można podziwiać nawet małymi teleskopami na średnich powiększeniach.

NGC 6910, fot. M.Matuszak

Jeżeli towarzystwo konia nie zaspokaja oczekiwanego przez nas poziomu dyskursu, to zawsze można skierować teleskop z powrotem w region Kasjopeji w okolice M103, tym razem na gromadę otwartą „Sowa” - NGC 457. Jest to obiekt na tyle jasny i inteligentny, że Sir Patrick Moore dodał ją do swojego katalogu – od tego momentu nosi oznaczenie Caldwell 13. Nawet niewielki teleskop pokaże dwie jasne gwiazdy (φ1, φ2 Cas) stanowiące dwoje oczu i chmurkę gwiazdek układającą się w tułów ze skrzydełkami. Niestety, to wszystko kłamstwo - sowa nie istnieje, a przynajmniej jest ślepa, ponieważ φ Cas to układ podwójny świecący żółtawym światłem ponad dwa tysiące lat świetlnych od  Ziemii, podczas gdy gromada NGC 457 leży w odległości niemal ośmiu tysięcy lat świetlnych od nas.

W tym miejscu na razie zakończę. Gromad otwartych w naszej Galaktyce jest mnóstwo, a każda z nich zasługuje na co najmniej jeden akapit opisu. Myślę, że gromady otwarte to doskonały temat gdzieś pomiędzy rozłupywaniem kolejnej grupy galaktyk, a wyłuskiwaniem z tła słabej mgławicy emisyjnej filtrem tlenowym. Będąc obiektami efektownymi, nieraz kolorowymi, a banalnymi do odnalezienia, niezasłużenie doczekały się losu astronomicznego brzydkiego kaczątka, często pomijanego przez amatorów podczas obserwacji. Mam nadzieję, że tym tekstem zasiałem chociaż ziarno ciekawości :-)

g.

wtorek, 19 marca 2013

Sobota pod gwiazdami - Cz.1 - Kometa

Działalność obserwacyjną astronoma amatora można niewątpliwie podzielić na dwie części. Pierwszą z nich są zwyczajne, całoroczne obserwacje. Gusta i preferencje są różne - mamy więc zapalonych fotografów, wyłapywaczy galaktyk miliony lat świetlnych stąd, obserwatorów gwiazd zmiennych, zakryciowców, meteorowców i innych - każda z tych dziedzin astronomii wymaga sprzętu, ale nawet bardziej - cierpliwości, poświęcenia i zaangażowania.

Lecz tak, jak w każdej innej społeczności - i astromaniacy mają swoje święta, nie wyznaczane przez kalendarze ziemskie, ale dyktowane przez rytm niebios. Święta są większe i mniejsze, bardziej lub mniej medialne, jednak każde z nich prowadzi do jednego - spotkania astronomów amatorów w większym niż zazwyczaj gronie i wspólne przeżywanie zjawisk - często ze świadomością, że druga szansa na taką obserwację w czasie naszego krótkiego żywota nie będzie nam już dana. Jakież dziwne uczucie towarzyszyło mi obserwując tranzyt Wenus przed tarczą Słońca w czerwcu 2012 r., gdy z jednej strony miałem w pamięci widok sprzed 8 lat (zresztą - przez ten sam teleskop TAŁ-100RS), kiedy całe zjawisko było widoczne z Polski - zaś z drugiej strony myśl, iż jest to ostatni raz za mojego życia, moich przyszłych dzieci, i prawdopodobnie ich wnuków. Dobitnie uświadamia to obserwatorowi, jak marną i nieistotną jednostką czasu jest ludzkie życie. Można mieć bowiem pewność, że gdy za ponad 100 lat cień Wenus znów padnie na Ziemię, ludzkość będzie zupełnie inną cywilizacją niż obecnie. Jednego można być pewnym - nadal będą płacić podatki.

Na szczęście, jasne komety pojawiają się co kilka lat, a kometa C/2011 L4 PanStarrs to niewątpliwie jeden z najciekawszych obiektów roku 2013. I chyba prezentem od mroźnej zimy, mającym zrekompensować przedłużony okres jej urzędowania, było okno pogodowe przypadające na optymalne warunki widoczności komety.

Nie było jednak tak oczywiście łatwym jej złapanie - udało mi się to dopiero w sobotę, 16 marca, za trzecim podejściem. Kometę schwytałem przez lornetkę z piątego piętra bloku. Widoczny był jej piękny, szeroki, żółtawy warkocz pyłowy oraz bardzo jasne jądro. Typowego warkocza gazowego nie zaobserwowałem, aczkolwiek obserwatorzy wskazują, że jest widoczny, częściowo nakładając się z warkoczem pyłowym - trzebaby podejść do sprawy teleskopem. Z mojej miejscówki (centrum Wrocławia) nie byłem w stanie potwierdzić jej widoczności gołym okiem, lecz przyklejony do lornetki niezbyt się starałem. Za to zachowałem ją na zdjęciu, zawieszoną majestetycznie nad Factory Outlet przy Granicznej:

Oczywiście, temat jest obecnie "medialny" (do tego stopnia, że Super Express postanowił o tym napisać), ale kometa będzie obserwowalna jeszcze przez kilka miesięcy. Pomimo stopniowego zaniku warkocza w miarę oddalania się od Słońca - widoczna będzie coraz wyżej nad zachodnim horyzontem - a zatem na coraz ciemniejszym niebie. Myślę, że zerknięcie na oddalającą się kometę warto włączyć w najbliższym czasie do swojej obserwacyjnej listy rozgrzewkowej.

Ciąg dalszy nastąpi...