flickr.com

Odwiedź moją galerię fotografii >>>> flickr.com photostream

sobota, 24 maja 2014

Czas na powrót :)

Zaniedbałem tego bloga w ciągu ostatniego roku. Zmiana kierunku studiów i różne przeboje życiowe sprawiły, że nie miałem zbyt wiele pomysłów i energii do pisania. Nie sprzyjały temu również moje warunki obserwacyjne oraz brak czasu na długie, całonocne wypady na obserwacje pod ciemne niebo. A przecież istotą tego bloga jest opis własnych obserwacji. Stąd poczułem potrzebę zmian, które pozwoliłby mi na częstsze i bardziej systematyczne podziwianie nieba. Zainteresowania zdecydowanie kręcące się w pobliżu Układu Słonecznego sprawiły, że zamierzam powrócić do dawnej pasji -- fotografii planetarnej. GSO 200/1000 już jest w drodze. Więcej szczegółów wkrótce :)

niedziela, 18 sierpnia 2013

Po co obserwujemy gromady otwarte? (14.08.2013)

Rzadko kiedy przychodzi do nas dobra pogoda z północy. Zazwyczaj zimne fronty powodują burze, opady i zachmurzenie. Jeżeli pogoda jednak umożliwia obserwacje, takie chłodne noce charakteryzują się ponadprzeciętną przejrzystością. Tak było i tym razem.

Międzygalaktyczna przejażdżka

Dwa tygodnie temu wszystkie amatorskie teleskopy zostały skierowane na galaktykę M74. Był to oczywiście pierwszy punkt moich obserwacji. Jasność supernowej osiągnęła 12.5 magnitudo, zaś w chwili moich obserwacji jej jasność zdążyła spaść do 12.6 magnitudo. Przedstawia się jako wyraźna gwiazdka widoczna na dysku galaktycznymi i jest widoczna nawet małymi teleskopami. Ponieważ dookoła występuje bogactwo gwiazd mogących posłużyć za odniesienie, można się pokusić o samodzielne wykonywanie pomiarów jasności, fotometrycznie lub wizualnie.

Krzywą jasności supernowej można śledzić na stronie AAVSO, zaś więcej na ten temat jest w artykule Sky&Telescope.

Dobra przejrzystość zawsze będzie zachętą do obserwacji galaktyk, ponieważ w przypadku tych obiektów nie można dopomóc sobie filtrami. O ile Wielka Mgławica w Andromedzie jest obiektem dobrze widocznym nawet pod miejskim niebiem, to jej towarzyszka na sferze niebieskiej - Wielka Galaktyka w Trójkącie - ze względu na swoją jasność powierzchniową rzadko ukazuje coś więcej niż szarą mgiełkę. Tej nocy struktura galaktyki była przepięknie widoczna, wraz z wyraźnymi ramionami spiralnymi oraz jasną NGC 604 – ogromnym obszarem H-Beta w tej galaktyce, jednym z największych w naszej Grupie Lokalnej, rozświetlanym przez masywne, gorące gwiazdy. Był to pierwszy raz, gdy widziałem mgławicę w galaktyce innej niż nasza.

Jak przejrzystość była w dechę, to nie było lepszego momentu na zmierzenie się z klasycznym wyzwaniem obserwacji wizualnych: Kwintetem Stefana, czyli grupką Hickson 92. Jak to zazwyczaj w astronomii bywa, z kwintetem odchodzi zwykła lipa: galaktyka NGC 7320 znajduje się kilkukrotnie bliżej niż pozostałe, co bardzo dobrze widać obserwując jej niebieskawy kolor na fotografiach. Pozostałe galaktyki kwintetu, a właściwie to kwartetu, a więc: NGC 7317, NGC 7318A + 7318B (w trakcie kolizji) oraz NGC 7319 są kosmicznymi sąsiadami oddziaływujacymi na siebie grawitacyjnie.

Więcej informacji na temat Kwintetu nietrudno znaleźć samodzielnie. Pozostaje pytanie: czy 32-centymetrowe lustro poradziło sobie z galaktyczkami o jasności niemal 14 magnitudo? Nawet jeżeli nie, to po drodze do kwintetu natrafiamy na bardzo jasną galaktykę NGC 7331 – na tyle jasną, że otrzymała numerek 30 w katalogu Caldwella. 40 milionów lat świetlnych od nas, widoczna jest jako owalna mgiełka z wyraźnie zarysowanym jądrem. Sam kwintet znajduje się mniej niż 1 stopień na południe w dość charakterystycznym gwiezdnym trapezie. Z pewnością należy powiedzieć, że nie jest to obiekt, do którego się podchodzi raz. Widziałem dosć wyraźnie dwa składniki, jednak nie jestem w stanie powiedzieć bez szkicu, które galaktyki to były. Sezon na Pegaza jeszcze przed nami, podczas przyszłego nowiu może się okazać dobrym pomysłem zabranie na obserwacje szkicownika oraz fotografii obserwowanego obiektu.


Kwintet Stefana, fot. M.Matuszak
Wspomnienie lata

Czując pierwszy chłód sierpniowych nocy, postanowiłem odnaleźć wspomnienie lata, niebieski agat przywieziony w kieszeni z nadmorskiej podróży: mgławica planetarna NGC 6905 ("Niebieski błysk") w Delfinie - diamencie nieba letniego. Jak w przypadku większości mgławic planetarnych, nie jest łatwa do odróżnienia pośród natłoku gwiazd w Drodze Mlecznej. Nazwa mgławicy zasiała we mnie ziarno nadziei, że podobnie jak w przypadku NGC 6826 w Łabędziu będzie widoczny kolor. Ostatecznie, kolory w obiektach mgławicowych to Święty Graal obserwacji wizualnych, zaś zobaczenie bladej akwamaryny jest możliwe w zaledwie kilku mgławicach planetarnych. Niestety, w „Niebieskim błysku” nic takiego nie dostrzegłem. Pomimo to, mgławica prezentuje się całkiem ładnie w polu gwiezdnym Delfina jako szara, okrągła mgiełka. Ja do tego obiektu zamierzam jeszcze wrócić i zawalczyć powiększeniem, aby wyciągnąć gwiazdkę centralną o jasności około 14 magnitudo.

W związku z mgławicą „Niebieski błysk” mam jeszcze jedną historię. Poszukując jej 14/15 sierpnia miałem pewne problemy, bowiem układ gwiazdek w pobliżu tego obiektu nie do końca był zgodny z tym, co widziałem w atlasie. Cóż przeczytałem następnego dnia w Sky at Glance portalu „Sky and Telescope”? „Nowa w Delfinie, jasność ponad 5.5mag”! Jestem pewien, że widziałem ją kilkukrotnie przez szukacz, próbując dotrzeć do mgławicy. W chwili pisania tego artykułu jasność nowej nadal rośnie, i obecnie wynosi prawie 5 magnitudo.

Link do artykułu: Sky&Telescope
Krzywa jasności AAVSO

Po co obserwujemy gromady otwarte?

W ostatnim czasie pokochałem chyba najbardziej zaniedbaną przez miłośników astronomii kategorię obiektów w naszej Galaktyce: gromady otwarte gwiazd. Są to obiekty jasne, rozległe i łatwe do odnalezienia. Stanowią doskonały temat do przebadania lornetką pod koniec lipca, kiedy noce są jeszcze gorące i nie wyganiają chłodem z koca lub leżaka. Szerokie pole lornetki, przestrzenny obraz i kilka sąsiadujaćych gromad na rozgwieżdżonym tle – takich widoków nie pokaże nam żaden teleskop.

Największa koncentracja gromad otwartych znajduje się w płaszczyźnie Drogi Mlecznej, jednak ciężko się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że królową tych obiektów jest Kasjopeja. W samej Kasjopei oraz w regionach przyległych (Perseusz, Cefeusz, Jaszczurka) znajduje się kilkadziesiąt gromad, od obiektów widocznych gołym okiem (Ha&Chi Persei, Mel 20 otaczająca gwiazdę Mirfak), jasnych obiektów lornetkowych (M34, Stock2, M103 + okolice, M52, M39 w Łabędziu), aż po obiekty trudne (FROLOV-1, HARVARD-21).

Po co obserwować gromady otwarte dużymi lustrami? Najlepiej jest się przekonać o tym osobiście, kierując swój teleskop na gromadę M103 w Kasjopei, znajdującą się tuż przy δ Cas. To gromadka zawierająca około 25 gwiazd, oddalona o 8500 lat świetlnych od Ziemii - jedna z najodleglejszych gromad otwartych w katalogu Messiera. Jest także ostatnim obiektem dodanym osobiście przez Messiera do jego katalogu. Piękno tej gromady opiera się o trzy jej najjaśniejsze gwiazdy dziesiątej jasności: dwie niebieskawe - giganty typu widmowego B oraz trzecią - czerwonego giganta typu M. Ta szkatułka kolorowych gwiazdek przepięknie prezentuje się w szerokokątnym okularze.

Gromada M103 posiada bogate towarzystwo. Nieopodal mamy kilka gromad: NGC 663 (która otrzymała również oznaczenie Caldwell 10), NGC 654 oraz NGC 659. W niewielkich teleskopach (np. 150/750, 200/1000) w długoogniskowym okularze wszystkie te gromadki (łącznie z M103) można zmieścić naraz w polu widzenia! Podziwiając ten widok miejmy świadomość, że wszystkie te gromady – mimo, iż nie są powiązane ze sobą grawitacyjnie – sąsiadują ze sobą i miały wspólny początek około 20-25 milionów lat temu.

Inną mało znaną gromadą, której dość regularnie przyglądam się tego lata jest gromada NGC 6910 w Łabędziu. Bliskość serca Łabędzia – Sadra – ułatwia odnalezienie tego niewielkiego obiektu. Jest to jednak sąsiedztwo pozorne, ponieważ gromada znajduje się około 4 tysiące lat świetlnych od nas – dwukrotnie dalej niż Sadr. Podobnie jak w przypadku pobliskiej M29, duża ilość materii międzygwiezdnej w Łabędziu utrudnia dokładne ustalenie tej odległości. NGC 6910 to gromada młoda i nadal bardzo zbita, czym ściąga duże zainteresowanie naukowców. My, amatorzy, ochrzciliśmy ją nazwą „Gromada Konik na Biegunach”. O ile ciężko zrozumieć, gdzie dostrzeżono tam bieguny, to kształt pozostałej części gromady dosyć dobrze zgadza się (jak na standardy astronomiczne) ze społecznie przyjętym wizerunkiem konia, który można podziwiać nawet małymi teleskopami na średnich powiększeniach.

NGC 6910, fot. M.Matuszak

Jeżeli towarzystwo konia nie zaspokaja oczekiwanego przez nas poziomu dyskursu, to zawsze można skierować teleskop z powrotem w region Kasjopeji w okolice M103, tym razem na gromadę otwartą „Sowa” - NGC 457. Jest to obiekt na tyle jasny i inteligentny, że Sir Patrick Moore dodał ją do swojego katalogu – od tego momentu nosi oznaczenie Caldwell 13. Nawet niewielki teleskop pokaże dwie jasne gwiazdy (φ1, φ2 Cas) stanowiące dwoje oczu i chmurkę gwiazdek układającą się w tułów ze skrzydełkami. Niestety, to wszystko kłamstwo - sowa nie istnieje, a przynajmniej jest ślepa, ponieważ φ Cas to układ podwójny świecący żółtawym światłem ponad dwa tysiące lat świetlnych od  Ziemii, podczas gdy gromada NGC 457 leży w odległości niemal ośmiu tysięcy lat świetlnych od nas.

W tym miejscu na razie zakończę. Gromad otwartych w naszej Galaktyce jest mnóstwo, a każda z nich zasługuje na co najmniej jeden akapit opisu. Myślę, że gromady otwarte to doskonały temat gdzieś pomiędzy rozłupywaniem kolejnej grupy galaktyk, a wyłuskiwaniem z tła słabej mgławicy emisyjnej filtrem tlenowym. Będąc obiektami efektownymi, nieraz kolorowymi, a banalnymi do odnalezienia, niezasłużenie doczekały się losu astronomicznego brzydkiego kaczątka, często pomijanego przez amatorów podczas obserwacji. Mam nadzieję, że tym tekstem zasiałem chociaż ziarno ciekawości :-)

g.

wtorek, 19 marca 2013

Sobota pod gwiazdami - Cz.1 - Kometa

Działalność obserwacyjną astronoma amatora można niewątpliwie podzielić na dwie części. Pierwszą z nich są zwyczajne, całoroczne obserwacje. Gusta i preferencje są różne - mamy więc zapalonych fotografów, wyłapywaczy galaktyk miliony lat świetlnych stąd, obserwatorów gwiazd zmiennych, zakryciowców, meteorowców i innych - każda z tych dziedzin astronomii wymaga sprzętu, ale nawet bardziej - cierpliwości, poświęcenia i zaangażowania.

Lecz tak, jak w każdej innej społeczności - i astromaniacy mają swoje święta, nie wyznaczane przez kalendarze ziemskie, ale dyktowane przez rytm niebios. Święta są większe i mniejsze, bardziej lub mniej medialne, jednak każde z nich prowadzi do jednego - spotkania astronomów amatorów w większym niż zazwyczaj gronie i wspólne przeżywanie zjawisk - często ze świadomością, że druga szansa na taką obserwację w czasie naszego krótkiego żywota nie będzie nam już dana. Jakież dziwne uczucie towarzyszyło mi obserwując tranzyt Wenus przed tarczą Słońca w czerwcu 2012 r., gdy z jednej strony miałem w pamięci widok sprzed 8 lat (zresztą - przez ten sam teleskop TAŁ-100RS), kiedy całe zjawisko było widoczne z Polski - zaś z drugiej strony myśl, iż jest to ostatni raz za mojego życia, moich przyszłych dzieci, i prawdopodobnie ich wnuków. Dobitnie uświadamia to obserwatorowi, jak marną i nieistotną jednostką czasu jest ludzkie życie. Można mieć bowiem pewność, że gdy za ponad 100 lat cień Wenus znów padnie na Ziemię, ludzkość będzie zupełnie inną cywilizacją niż obecnie. Jednego można być pewnym - nadal będą płacić podatki.

Na szczęście, jasne komety pojawiają się co kilka lat, a kometa C/2011 L4 PanStarrs to niewątpliwie jeden z najciekawszych obiektów roku 2013. I chyba prezentem od mroźnej zimy, mającym zrekompensować przedłużony okres jej urzędowania, było okno pogodowe przypadające na optymalne warunki widoczności komety.

Nie było jednak tak oczywiście łatwym jej złapanie - udało mi się to dopiero w sobotę, 16 marca, za trzecim podejściem. Kometę schwytałem przez lornetkę z piątego piętra bloku. Widoczny był jej piękny, szeroki, żółtawy warkocz pyłowy oraz bardzo jasne jądro. Typowego warkocza gazowego nie zaobserwowałem, aczkolwiek obserwatorzy wskazują, że jest widoczny, częściowo nakładając się z warkoczem pyłowym - trzebaby podejść do sprawy teleskopem. Z mojej miejscówki (centrum Wrocławia) nie byłem w stanie potwierdzić jej widoczności gołym okiem, lecz przyklejony do lornetki niezbyt się starałem. Za to zachowałem ją na zdjęciu, zawieszoną majestetycznie nad Factory Outlet przy Granicznej:

Oczywiście, temat jest obecnie "medialny" (do tego stopnia, że Super Express postanowił o tym napisać), ale kometa będzie obserwowalna jeszcze przez kilka miesięcy. Pomimo stopniowego zaniku warkocza w miarę oddalania się od Słońca - widoczna będzie coraz wyżej nad zachodnim horyzontem - a zatem na coraz ciemniejszym niebie. Myślę, że zerknięcie na oddalającą się kometę warto włączyć w najbliższym czasie do swojej obserwacyjnej listy rozgrzewkowej.

Ciąg dalszy nastąpi...

sobota, 29 grudnia 2012

Wczorajsza pełnia :)

Full moon in infrared, 29/12/2012
Celestron 150/750, DMK21, Astronomik Proplanet 742nm






czwartek, 15 listopada 2012

Zachodzący Łabędź


Łabędź i Lutnia zachodzące nad miejscowością Bagno k/Wrocławia, 14.11.2012. To znak, że zima nadchodzi :)

wtorek, 21 lutego 2012

Columbus 12,5" (320/1500)

Czas obserwacji: 21 lutego 2011 godz. 2-6
Miejsce obserwacji: Około 25 km od centrum Wrocławia
Warunki widoczności: nów, zaświetlenie: średnie, przejrzystość: doskonała, seeing: doskonały
Obiekty: Mars, Saturn, M13, M27, M57, M81/M82
Sprzęt: Columbus 12.5", lornetka 7x35

Poprzedniej nocy w końcu dane było mi odbyć pierwsze obserwacje nowym teleskopem - Columbusem 12.5". Obserwacje odbywały się w południowych okolicach Wrocławia. Niebo w tych rejonach jest lepsze niż we Wrocławiu, jednak wciąż po adaptacji wzroku do ciemności niebo świeci jasną łuną, szczególnie od strony północnej. Takie są uciążliwości mieszkania w mieście - w czasach, gdy cena benzyny wynosi 5,60, ciężko jest pozwalać sobie każdej nocy na wyprawy w odległe ciemne miejsca. Zresztą, celem wyprawym było bardziej przetestowanie nowego teleskopu niż konkretne obserwacje.
Jedynie wspomnę na temat parametrów technicznych Columbusa - lustro 320/1500, konstrukcja kratownicowa typu Ultra-Light z rurek aluminiowych, montaż Dobsona typu kołyskowego ze sklejki lakierowanej (na płozach). Cela lustra o podparciu 6-punktowym z regulowaną wysokością lustra w zakresie około 15 cm (jest więc możliwość przeostrzenia do nasadki binokularowej, co mnie niezmiernie ucieszyło).
Rozstawianie Newtona kratownicowego pierwszy raz trwa dłuższą chwilę. Jednak to samo stwierdzenie stosuje się standardowego zestawu tuba + montaż paralaktyczny. Po nabraniu rutyny, kiedy każdy element ma swoje dokładne miejsce, czas i kolejność montażu, a człowiek nie biega zdezorientowany ze śrubkami w kieszeniach, rozłożenie to kwestia odkręcenia 3 śrubek, zdjęcia pierścienia górnego, przyniesienie kratownicy, przykręcenie jej 3 śrubami, następnie przykręcenie do niej owego pierścienia kolejnymi 3 śrubami, oraz nałożenie osłon. Nie jest to bardzo wiele pracy, za to teleskop zajmuje o wiele mniej miejsca w samochodzie niż np. Lightbridge 10, a przede wszystkim jest znacznie lżejszy. W razie potrzeby jeszcze gęstszego pakunku (np. w wypadku dalszej wyprawy gdzie dochodzą bagaże), możliwe jest odkręcenie płoz i zapakowanie teleskopu do dwóch bardzo solidnych skóropodobnych toreb: na część główną teleskopu oraz na rurki/płozy. Wtedy korpus teleskopu zmieścimy do bagażnika tak ciasnego auta jak Honda Civic, zaś element długi jakim są rurki w pokrowcu zawsze znajdzie swój zakamarek na tylnym siedzeniu lub w bagażniku dachowym.
Ciężko jest mi się wypowiedzieć na temat powtarzalności kolimacji pomiędzy rozłożeniami, ponieważ teleskopu jeszcze nie kolimowałem "od serca". Według relacji innych użytkowników Columbusów zazwyczaj wystarczająca jest niewielka poprawka ustawienia lustra głównego.
Obserwacje rozpoczęły się od spojrzenia na Marsa. W obrazie widoczne były trzy podstawowe elementy: niedostateczne wychłodzenie, zła kolimacja i mnogość szczegółów tarczy, większa niż widziałem kiedykolwiek Makiem lub Tałem, mimo że owiana świetlistą poświatą. Mars jest planetą bliską Słońcu i jego jasność powierzchniowa jest znaczna. Przy małym powiększeniu widoczne 6 spajków od trójramiennego pająka.
Saturn na pierwszy rzut oka nieco mnie rozczarował - wszystkiemu była winna jednostronna poświata od niepoprawnej kolimacji. Ponieważ w duszy nadal kocham widoki planet, postanowiłem nie zostawiać tego, i spróbować nieco poprawić ten stan rzeczy. Ponieważ nie miałem żadnych przyrządów pozwalajacych na skolimowanie teleskopu, musiałem zdać się na metodę "na mniej więcej". Skierowałem teleskop na jasną gwiazdę i rozogniskowałem obraz by mieć widok za ogniskiem - cień lustra wtórnego był przesunięty o około 1/3 promienia krążka. Utrzymując krążek w miarę na środku pola widzenia, ustawiliśmy lustro główne tak, by obraz stał się symetryczny. Nie jest to metoda idealna, jednak dała rezultat.
Wynik był zaskakujący. Co prawda kolimacja nadal nie była idealna, i najlepszy obraz znajdował się po prawej stronie pola widzenia, jednak mimo tego planety pokazały mnogość szczegółów.
Mars pokazał dwa wyraźne oddzielone kontynenty. Muszę w tym miejscu dodać, że w żadnym z moich teleskopów (Mak 150 oraz Tał 100RS) nie widziałem Marsa w takiej ilości szczegółów widocznych na pierwszy rzut oka. Widoczna była również czapa polarna, jednak nie tak wyraźnie jak ostatnio Tałem - może dlatego że ostatnio oglądałem inną półkulę Marsa. Obserwacje prowadzone okularem Plossl Antares 10mm, którego uważam za dobry okular (albo po prostu posiadam dobry egzemplarz). Niestety, okazało się że Orto 7mm nie chce wyostrzyć - szkoda wielka, ponieważ czuję że przy tamtym seeingu widok zwaliłby z nóg. Znaczną poprawę wnosiło tu zastosowanie filtrów - filtr pomarańczowy wybił jeszcze lepiej zarysy kontynentów, filtr niebieski - poprawił widoczność czapy polarnej, zaś żółty - ogólną widoczność detali. Krawędzie były tak jasno zarysowane i ostre, że bez problemu mógłbym wykonać szkic. Zero pływania, zero domyślania się. To po prostu zasługa rozdzielczości i dużej źrenicy dostarczanej przez optykę 1/16L.
Obserwacje Saturna potwierdziły jedno - przy swojej subtelnej kolorystyce, planeta ta najlepiej oddaje ją w refraktorach. Jednak mimo nieco słabszej barwy niż w TALe, Saturn pokazał piękne szczegóły. Znowuż, były one wysoce skontrastowane i widoczne na pierwszy rzut oka, bez potrzeby wpatrywania czy domyślania się. Na tarczy było widać wyraźny i szeroki cień od pierścienia (a nie cieńką kreseczkę). Z kolei cień tarczy na pierścieniu był wyraźnym kształtem geometryczym. Na samej tarczy planety widoczny naturalnie pas, lecz wydawało mi się że widzę go wyraźnie a nie jako rozmazaną smugę. No i, najważniejsze - przerwa Cassiniego widoczna na wprost na sporej części obwodu. W TALe jedynie majaczyła.
W tym momencie kolejny raz pożałowałem, że nie mogę zastosować powiększenia ponad 200x które dałby ortoskop 7mm. Zresztą, tej nocy teleskop ten zniósłby nawet powery ponad 300x.
Saturn jest planetą, która ze względu na swoją delikatną kolorystykę niezbyt lubi filtry, jednakże tutaj filtr żółty potwierdził swoją rolę jako uniwersalny filtr znacznie podnoszący kontrast obserwowanych obiektów. Jeśli wykonywałbym szkic, zapewnie używałbym tego filtra.
Jeszcze raz muszę podkreślić, że brak starannej kolimacji połączony z zastosowaniem słabo skorygowanego okularu w jasnym teleskopie sprawiły, że trzeba było szukać w polu widzenia miejsca kompromisu wad teleskopu i okularu. Jeśli dłużej pobawiłbym się kolimacją tak, by oś optyczna teleskopu wypadła w środku okularu - widoki byłyby jeszcze lepsze.
Dość jednak o planetach. Tej nocy obserwowaliśmy wiele innych obiektów. Nie pomogło to, że zapomniałem zabrać osłony, i sporo światła wpadało bokami do wyciągu. Obiektem nocy była zdecydowanie M13 widoczna we wstającym leniwie Herkulesie. Ponieważ gromady generalnie nieźle się bronią pod słabym niebem, można było się tego spodziewać. Gromada widoczna ładnie i rozbita przy powiększeniu 60x. Przy pow. 150x widok wypełniał całe pole widzenia, i mógłbym go z ręką na sercu nazwać fotograficznym. Kolejny raz - najlepszy widok jaki w życiu miałem przez teleskop.
Cały czas widoczne było w okularze jasne tło nieba, przez co galaktyki nie prezentowały się o wiele bardziej okazale niż zazwyczaj, chociaż widok był naturalnie lepszy. Galaktyki Bodego M81&M82 jawiły się jako podłużna i okrągła mgiełka. Triplet Lwa widoczny niestety słabo pod tak jasnym niebem. Za to M57 tradycyjnie cieszyła oko będąc jasnym obwarzankiem widocznym na wprost. M27 również nie zawiodła, widoczna jako poświata o kształcie znanym ze zdjęć. Jednak są to obiekty nieba letniego. W chwili obecnej jest zdecydowanie sezon galaktyczny, i należałoby to uczcić co najmniej jedną wizytą pod naprawdę ciemnym niebem. Dodatkowo planuję zakup filtra O-III do obserwacji obiektów mgławicowych, jednak ponieważ mój budżet na zabawki sięgnął dna, to czas by trochę popracować i zaoszczędzić.
Nota końcowa - nad ranem cała podstawa teleskopu była pokryta szronem - oba lustra czyste - moje obawy co do konstrukcji otwartej teleskopu się nie sprawdziły.
Nie poświęciłem zbyt wiele uwagi w tym opisie obiektom głębokiego kosmosu, jednak głównym celem obserwacji była dla mnie ocena optyki teleskopu na obiektach planetarnych oraz to, jak sprawdza się w praktyce system składania. Oba testy wypadły nadzwyczaj zadowalająco, i czuję że decyzja o sprzedaży montażu i Maka oraz o zakupie wyrzutni była trafiona w dziesiątkę.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Obserwacje posesyjne


Czas obserwacji: 06 lutego 2011 godz. 2-4
Miejsce obserwacji: Jagodno, Wrocław
Obiekty: Księżyc, Saturn, Mars
Sprzęt: TAŁ 100/1000, Celestron 150/750, montaż, akcesoria



Sesja się skończyła, wszystko zaliczone - tak, to zdecydowanie czas na jakieś obserwacje ;)
Ze względu na rewolucję sprzętową którą obecnie przechodzę, zostałem znowu z moim starym dobrym teleskopem - TAŁ 100 RS. Pierwszą rzeczą która chciałbym napisać to że pierwszy raz od lat jego posiadania wyczyściłem w nim optykę płynem Baader Optical i firmową szmateczką.
Czyszczenie było proste, wystarczyło jedno delikatne pociągniecie i na soczewce nie został ani jeden pyłek. Są natomiast 2 białe kropki (ubytki w powłoce) o średnicy około 0.5mm, być może jakiś agresywny śmieć spadł na soczewkę i zniszczył tam powłoki. Ogólnie, jak na tak długie i intensywne użytkowanie, powłoki są w dobrym stanie. Na pewno się przysłużył tu długi odrośnik który jeszcze nigdy nie dopuścił wilgoci do obiektywu.
W porównaniu z ostatnimi obserwacjami tym teleskopem czyszczenie obiektywu znacząco poprawiło kontrast obrazu, szczególnie przy obserwacjach Księżyca. Przydałoby się jeszcze umyć diagonal, gdyż ten w świetle księżycowym pokazuje pół tony pyłków.
Przejdźmy jednak do obserwacji. Na miejscówkę przyjechaliśmy około godziny 2, a więc dobre warunki do obserwacji Saturna i Marsa. Temperatura wynosiła kilkanaście stopni poniżej zera. Jednak mimo tego refraktor błyskawicznie zaczął dawać dobre obrazy. Tego mi brakowało właśnie w Maku - tu nie trzeba czekać godziny lub dwóch, mimo że Mak po wychłodzeniu pobije ten refraktor na głowę.
Na pierwszy ogień poszedł Księżyc. Faza nie jest zbyt ciekawa, stąd obejrzawszy cały glob w polu widzenia z okularem 25mm i filtrem księżycowym zmieniliśmy obiekt na Marsa.
W okularze 25mm prezentował się jako mała tarczka bez szczegółów. W okularze 10mm Plossl widoczna była wyraźna odcięta czapa polarna. Najlepszy obraz dał okular Orto 7mm. Tarcza uzyskała optymalną jasność a jej rozmiar pozwalał na wyraźne zaobserwowanie białej czapy i nierównomierności jasności powierzchni.
Następnym krokiem było dodanie filtrów. Z mojego skromnego doświadczenia obserwacyjnego wymaga że Mars to planeta gdzie filtry znajdują największe zastosowanie - i ta noc to potwierdziła.
Filtry żółty i pomarańczowy nieco zwiększały kontrast i odbiór obrazu, jednak najlepszy efekt dał filtr #80A - niebieski. Z tym filtrem czapa raziła w oczy odcięta ciemną linią od tarczy. Obraz był ciemniejszy i zimny jednak zdecydowanie lepszy niż bez filtra.
Nie muszę dodawać że warunki były perfekcyjne i obraz stał w bezruchu. Przydałaby się w tych warunkach zdecydowanie większa apertura.
To był czas aby przywitać się z królem pierścieni, Saturnem, którego to ostatnio obserwowałem jeszcze w poprzednim sezonie.
Obraz przy 40x znowu był pozbawiony rewelacji. Jednak przy 100x ukazał się piękny trójwymiarowy widok żółtej planety z białymi pierścieniami i cieniem globu na pierścieniach. Był widoczny pas na tarczy w postaci pociemnienia. Włożenie okularu Orto 140x jeszcze polepszyło ten widok, ściemniło tarczę planety oraz uwidoczniło przerwę Cassiniego na skrajach pierścieni widoczną na pierwszy rzut oka jako cienka linia. Widok był ładny i plastyczny.
Zastosowanie filtrów się tu nie powiodło. Saturn jest sam w sobie bardzo ciemny w porównaniu z Marsem, a również detale mają charakter światłocieni a nie barw. Obraz z filtrem był ciemny i zły w odbiorze.
W tym momencie wymieniliśmy tubę na Celestrona 150/750. Obraz Saturna z okularem orto 7mm (108x) był ładny lecz wyprany z koloru w porównaniu z refraktorem. O wiele cieżej dostrzegalna różnica odcieni tarczy i pierścieni (w refraktorze rzucała się w oczy). Detal tarczy był zarysowany wyraźniej i krawędzie były o wiele ostrzejsze, lecz nie udało się dostrzec przerwy Cassiniego z okularem 7mm. (Być może to kwestia mniejszego powiększenia wynikającego z krótszej ogniskowej tuby.) Obraz był o wiele jaśniejszy.
Spojrzenie na Marsa i tutaj refraktor jeszcze bardziej pokazał przewagę - Mars był bardzo jasny, kolor czerwony z refraktora tutaj jawił się jako prosiaczkowy różowy. Brak tak wyraźnych szczegółów jak w refraktorze. Należy jednak mieć na uwadze, że testy nie były przeprowadzane ani przy jednakowych powiększeniach, ani przy jednakowych źrenicach wyjściowych. Do Newtona należałoby zapakować nieco krótszy okular, tak by ściemnić tarczę i co najmniej wyrównać powiększenie do 140x którym obserwowaliśmy w refraktorze. Warto by również „przelecieć” przez wszystkie posiadane filtry (w szczególności niebieski #80A). Jednak tego się już nie udało zrobić - mróz nas skutecznie przegonił.

niedziela, 21 sierpnia 2011

czwartek, 4 sierpnia 2011

niedziela, 8 maja 2011

Księżyc + Łabędź + M81&M82 + M13

Mak 150, Philips 740k


Nikon D90, Nikkor 50mm 1.8D @F4.5 6x300s HEQ5

  Nikon D90, TAŁ 100 RS f=1000mm @F10 3x240s HEQ5

Coś w stylu powyższego, nie pamiętam ;)

sobota, 30 kwietnia 2011

gronki na flickerze

Chciałbym dumnie ogłosić, że część działalności (jeszcze nie wiem jaką część ;)) przenoszę na flickr.com .

A dzisiaj prezentuję starocia z lutego.

sobota, 2 kwietnia 2011

poniedziałek, 28 marca 2011

niedziela, 20 marca 2011

Montaż HEQ5

Otóż, dzisiaj stałem się posiadaczem rzeczy o której długo marzyłem - montażu paralaktycznego HEQ5. To wprawdzie wciąż chiński montaż niższej klasy średniej, ale dla mnie to cud techniki i mechaniki precyzyjnej ;)
Montaż doszedł w dwóch paczkach. W jednej była głowica...

...a w drugiej statyw.

Do montażu zamówiłem obejmy, by móc wieszać na nim TAŁa 100 RS. Po co? Cóż, MAKowi czasem schodzi chwilę aby się wychłodzić, podczas gdy TAŁ jest dawno gotowy do pracy.


JEST!!!



Maksymalne dopuszczalne naprężenia w styropianie jak widać zostały przekroczone. Aż strach myśleć co się działo z paczką.


Piękny :D I jaki ciężki! Przynajmniej porównaniu z montażem NPZ, nie mówiąc o EQ3-2.


A tutaj - żeby nie było wątpliwości, ile ważyła paczka ;)


Długa paczka zawierała statyw i dwie przeciwwagi. Na potrzeby MAKa wystarcza w zupełności jedna.



Statyw po dziewiczym rozłożeniu nóg :)


Tacka na okulary razem z kluczem. Jeszcze nie doszedłem do czego służy klucz, podobnie jak dwa imbusy które również dołączono ;)


Konstrukcja nabiera kształtu.


Zaraz powieszę na nim teleskop. Nerwowe poszukiwania. GDZIE JEST PRĘT PRZECIWWAGI?! Nie dali pręta!
Na szczęście, przed telefonem do sklepu sprawdziłem instrukcję obsługi. Wysuwany pręt z montażu! Ot technologia!


Pilot SynTrek, imbusy i druty. Tutaj niemiła niespodzanka - w zestawie nie ma zasilacza sieciowego 12V! Mamy jedynie (albo i aż, bo to jakby nie patrzeć praktyczne) przewód do gniazda zapalniczki samochodowej. Niby nic, bo jutro sobie taki zasilacz kupię, ale jedna piękna noc obserwacyjna (a szansę poobserwować mam tylko dwa razy w tygodniu) poszła się. Tym bardziej, że montaż nie ma możliwości obsługi ręcznej, bez prądu jest więc niemal bezużyteczny.
Ale ten od TAŁa też był.


Moment kulminacyjny!


Bardzo mi się podoba ta perspektywa, nieduży Maczek wygląda jak wielki teleskop w obserwatorium. ;)



I jeszcze raz podobne ujęcie :) Sprzęt piękny, oby się jeszcze dobrze i bezproblemowo sprawował.


Jakoś tak mamy w życiu że porównujemy. Zestawienie nowego montażu ze starym od TAŁa.

sobota, 12 marca 2011

Saturn 07.03.2011

Zarwałem cenne godziny snu by ustrzelić Saturna. 
(BW ponieważ skopałem WB w kamerce, i nie bardzo sobie radziłem z usunięciem niebieskiego.)



Nagle okazało się, że Saturn się kręci.
Mała wersja:


I duża: 

piątek, 11 marca 2011

Niedzielny spacer

Niedziela jest pojutrze, więc pewnie myślicie że przeniosłem się w czasie. Ha ha, ale Was zrobiłem. Na spacerze byłem w poprzednią niedzielę! Niezłe, nie?